niedziela, 13 marca 2011

Schmerikon

Dziś pojechaliśmy do Schmerikonu, takiej wiochy w kantonie St.Gallen, która w rzeczy samej nie okazała się wcale nie być wiochą. Oczywiście, tym samym runęła moja wizja zielonych hal, owiec i innych wiochoskojarzonych rzeczy, które spodziewałam się tam zastać.
Schmerikon okazał się być miejscem zaopatrzonym w kilka rond, salon Mercedesa, a nawet sklep modelarski.

A skąd moja wizja? Otóż przyczynił się do niej były szef Michała, który właśnie tam wynajął sobie mieszkanie. Nie wiem co on nagadał panu mężowi (pm), ale z opowiadań pm wynikało, że w tej miejscowości będą mieszkały same Heidi, a wszystko to w liczbie nie więcej niż 10 gospodarstw.

Tak czy inaczej, pogodziwszy się z porażką mojej wyobraźni udaliśmy się w odwiedziny do rzeczonego szefa, który zaprosił nas na fondue. Fondue serowe jest zawsze niezłym funem, a więc i tym razem wizytę należy uznać za udaną - i to nie tylko z powodu walorów smakowych. Drodzy Państwo; rozwijam się towarzysko. Przewiduję, że jeszcze ze 3 razy pójdę do ludzi, których wcale nie znam i już kompletnie zobojętnieję na stres z tym związany i ani nie będę chciała uciekać, ani nie będę miała sraczki, ani nawet nie będę powtarzała sobie mantry "nikt Cię tam nie zje".

I na koniec kapka estetyki: widok jaki Państwo C. mają z salonu jest lepszy od widoku jaki my, Państwo K. będziemy mieć już we wtorek. Nie zrobiłam zdjęcia żadnego, a szkoda. Może następnym razem o tym pomyślę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza