wtorek, 15 marca 2011

Pech day

Wszystko zaczęło się w IKEA.
Pojechałam tam rano ze Stasiem, żeby zamówić meble. W planach miałam przystanek w tamtejszej restauracji na drugie śniadanie.
Początkowo wycieczka przebiegła pomyślnie. A później już do końca dnia się waliło.

1. W restauracji skończyły się śniadania (czyt. przyszliśmy jakieś 15 minut za późno).
2. Nie mogłam zapłacić, odrzucało mi kartę. Zbombardowany telefonami mąż, zbombardował telefonami UBS i dowiedział się, że mają jakąś awarię i nie widzą naszych kart. Spędziłam tam godzinę, po czym wróciłam z kwitkiem do domu...
3. Ale zaraz, jakiego domu? W drodze się zorientowałam, że zapomniałam kluczy. A pora obiadu zbliżała się nieubłaganie. 16 CHF z jakimi zostałam w kieszeni pozwoliło mi na zaproszenie Stasia do Coop Restaurant. Na szczęście zjadł obiad.

Sprawa naszych pieniędzy pozostaje nadal nierozwiązana, bo każdy konsultant z którym Michał rozmawia:
a) nie widzi naszego konta,
b) nie oddzwania,
c) a jak już Michał zadzwoni ponownie, to konsultant mówi, że placówka, w której zakładaliśmy konto nie odbiera telefonów

Ja chcę moje meble! Wrr.

Pozytywy:
- przyszedł Kindle
- Staś na placu zabaw był maskotką żłobkowych dzieciaków i chyba mu się to podobało

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza