poniedziałek, 7 marca 2011

Rapperswil

Wczoraj Pan Mąż zabrał nas na wycieczkę do Rapperswil-Jona (czy ktoś wie czy i jak to się odmienia?). A tak po prawdzie, to byliśmy tylko w Rapperswil. Kiedyś to były odrębne miasta, ale z nieznanych mi powodów (choć dr Google na pewno wie) połączyły się i teraz nazywają się tak jak się nazywają.

Czy wiedzieliście, że Rapperswil jest szwajcarskim centrum polskości; że zamieszkiwali tam i Prus i Żeromski (podobno obaj pod tym samym adresem)? Że zamek tamtejszy był wydzierżawiony na 99 lat przez ś.p. Władysława Platera (ciekawe w której korporacji pracował, że miał na to kasę?) który otworzył tam Muzeum Polskie? Dzierżawa już mu skończyła, a muzeum nadal trwa. Niestety, byliśmy ta za wcześnie i było jeszcze zamknięte.

Z akcentów polskich jest tam też biblioteka, która swojego czasu była największą polską biblioteką poza granicami Polski.

Samo miasto przeurocze (jak większość miast w CH położonych nad jakimkolwiek jeziorem). Zdjęć niestety nie mamy, bo była mgła. Ale to nic - wybieramy się tam jak niebo będzie jaśniejsze, a ogrody różane (także słynne) zakwitną. Wtedy zwiedzimy muzeum i porobimy foty. Ktoś chętny na wycieczkę?

Za tydzień jedziemy na jakiś kompletny wygwizdów na fondue do znajomego Michała.

***

Od czasu do czasu nachodzi mnie na bardzo zdrowe gotowanie. Raczej zdrowe jedzenie jest u nas na porządku dziennym (Boże wybacz mi te kilogramy nutelli i pamiętaj, że od 2 tygodni nie kupiłam ani słoiczka), ale czasem przekraczam granice raczej i wychodzą albo cuda (jak dziś) albo syf nieziemski.

Otóż Panie i Panowie dziś na popołudniowym stole obiadowo-podwieczorkowym zagościła kasza jaglana z figami (z kuchni pięciu przemian).

Zachęcamy babcie do zaznajomienia się z przepisem. Staś zjadł dwie miski na jedno posiedzenie... na pewno zamieni się w drzewo.

Składniki:

100 gr kaszy jaglanej
łyżeczka masła
łyżeczka soku z cytryny
2 łyżki czerwonego wina lub słodkiej papryki (zainwestowałam w wino za 1,30 CHF)
kilka suszonych fig (wzięłam chyba 6), śliwek (wzięłam 5), morel (wzięłam 6) i mała garść rodzynek
mielony lub świeży imbir (wzięłam mielony)
cynamon
sól
uprażone orzechy nerkowca (to sobie darowałam, bo gonił mnie ten nieubłagany czas)

Wykonanie:

Do 400 ml gorącej wody wsypać uprzednio przepłukaną kaszę. Dodać pokrojone figi, rodzynki, śliwki i morele; później masło, cynamon (na oko) i imbir (też na oko). Całość posypać szczyptą soli, dodać cytrynę i wino. Wymieszać. Gotować pod przykryciem około 20 minut. Na małym ogniu psze państwa.
Serwujemy z uprażonymi orzechami nerkowca.

Zdjęć nie mam, ale wygląda jak klasyczna breja;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza