środa, 10 września 2014

Towarzyszki emigrantki

Wypiłam wino, mąż oddaje się królowej lub hetmanowi, a mnie się zrobiło smutno.

Kiedy przyjechałam do Szwajcarii poznałam przypadkiem na forum na gazecie Wiolę. Jesteśmy całkiem różne, a jednak takie same. Nasi mężowie różnią się tylko kolorem wlosów i wykonywanym zawodem (mąż Wioli - Michał jest naukowcem matematykiem, a mój mąż - Michał jest informatykiem), najlepiej wychodziło im wspólne milczenie. A nam...wspołne rozmawianie, gotowanie, planowanie, analizowanie itd. Wiola nigdy nie jest w odpowiednim miejscu ani czasie. Prawie cały pobyt tutaj wiązał się z pragnieniem bycia w Polsce (ten stan nasilał się po powrocie z ojczyzny). Aż nadszedł czas, kiedy musieli wyjechać, a ja poznałam czarną stronę emigracji; płakałam jak tylko ktos spytał o Wiolę. Obecnie Wiola marzy o powrocie do Szwajcarii; mnie to obojętne czy część francuska czy niemiecka.

Przez Wiolę poznałam Olę. Wiola opisała Olę jako czołg, bo Ola zasadniczo mówi co myśli. Lubi wzory cepeliowe i prawie zawsze jest tam, gdzie powinna, gdzie jest potrzebna. Ma nieoceniony zmysł kulinarny, a to co mi pokazała, zostaje ze mną. Pewnego dnia przywaliła tesktem, że muszą wrócić do Polski. Do ostatniej prawie chwili wierzyłam, że coś się odwróci, ale się nie odwróciło. Miałam na przechowaniu kota Oli, a pożegnanie było obustronnie ciężkie.

Jeśli ktoś miałby spełnić moje życzenie, to chcę, aby Wiola i Ola tu wróciły. Jeśli ktoś chce mi czegoś życzyć, to powrotu Wioli i Oli do Szwajcarii. Jeśli ktoś chciałby mi czegoś zazdrościć, to Wioli i Oli. Mam to szczęście, że wszystkie jesteśmy z Krakowa, więc możemy się spotykać za każdym razem jak jestem w Polsce, ale to nigdy nie będzie to samo, chyba, że pewnego dnia tu wrócą, czego sobie i im życzę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza