poniedziałek, 23 maja 2011

Berno


Rzadko się zdarza, abym dwa razy w tygodniu odwiedziła stolicę jakiegoś kraju.
Tym razem, wpierw w poniedziałek pojechaliśmy wyrobić Stasiowi paszport, a w sobotę wybraliśmy się na wycieczkę.

W Bernie widzieliśmy remontowaną wieżę katedry (może przy okazji kolejnego paszportu zdejmą rusztowania) - po lewej
i bardzo wysoki most - po prawej




Byliśmy w ogrodzie różanym, gdzie większość kwiatów nie przypominała róż, ale była tam fajna fontanna.


W fosie w Bernie mieszkają cztery misie. Prezydent Putin podarował kolejne dwa, ale te zamieszkały w zoo.

Odbyliśmy też spacer po starym mieście. Główna ulica pełna fontann. I dom Einsteina tam jest.


Wycieczkę skończyliśmy w Ogrodzie Botanicznym, gdzie Stasia poniosła ułańska fantazja, pomyślał, że umie już zbiegać z góry i w efekcie nabił o beton guza z zadrapaniem.

A co mnie najbardziej zdziwiło?
Rynek warzywny u wrót parlamentu :)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza