czwartek, 27 stycznia 2011

Pożegnania

Kiedy wyjeżdża się na tak długo, warto pożegnać się z jak największą ilością osób. A wszystko dlatego, że nie wiadomo, kiedy się znów będzie można spotkać.
Znajomi zawsze obiecują, że przyjadą/przylecą, a później tylko część z nich rzeczywiście się zjawia. Tak było jak mieszkaliśmy w Londynie.

Trudno prognozować jak będzie tym razem, bo:
- powiększyło mi się trochę grono znajomych,
- kraj bardziej "egzotyczny" niż Wyspy, a zatem bardziej pociągający,
- ale i bilety droższe, bo z Polski nie latają tam tanie linie lotnicze.

Pożegnać się można na kilka sposobów:
- zrobić imprezę i zaprosić na nią znajomych (u nas odpada, bo nie jesteśmy fanami imprez),
- pożegnać się drogą elektroniczną (co uczyniłam w przypadku znajomych z baby jogi, na którą nie wybrałam się przestraszona szalejącym wirusem AH1N1; tu wyjaśnienie - nie jesteśmy sterylnymi rodzicami, ale przeraża mnie wizja podróżowania z zainfekowanym dzieckiem),
- zrobić listę zadań do zrobienia (użytkownikom Androida polecam Google Tasks Manager za free;)) i uwzględnić na niej spotkania ze znajomymi.

My wybraliśmy sposób trzeci. Pożegnania indywidualne trwają od miesiąca. Ciągle ktoś wpada z wizytą i (ku mojej uciesze) zajmuje się Stasiem, ja podaję kawę/herbatę/napoje chłodzące, a raz nawet zrobiliśmy fondue (ale to byli goście 40 godzinni).
wczoraj byłam z przyjaciółką w teatrze na "Chory z urojenia" - ubaw po pachy.

Kończę post, który rozpoczęłam wczoraj.

W imię idei minimalizmu podzieliłam się ze znajomymi naszymi dobrami - książkami i ubraniami. To miłe z naszej strony, nie?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza