środa, 4 maja 2016

Ciąża w Szwajcarii

Jak każdy post, także i ten będzie w oparciu o moje osobiste doświadczenia, które jak sądzę,  zależą od kantonu,  miejscowości,  lekarza i samej ciąży.

Na samym początku usłyszałam od znajomych,  że przed 8 tygodniem ciąży nie ma co umawiać wizyty i tym bym się kierowała gdyby nie fakt,  że ciąża z in vitro rządzi się innymi prawami na początku. Po potwierdzeniu ciąży badaniem beta-HCG,  po kolejnych dwóch tygodniach (czyli w 6 tc) miałam USG w klinice płodności.  Po pomyślnym badaniu,  moje dokumenty zostały przesłane do lekarza,  którego wskazałam jako mojego ginekologa prowadzącego,  u którego umówiłam już normalną wizytę w 8 tc.

Od tego momentu prowadzenie ciąży mojej nie różniło się zasadniczo od innej ciąży fizjologicznej (może jedynie poza potrzebą suplementacji progesteronu do 12 tc i przyjmowania aspiryny cardio do 36 tc).

Mój lekarz przyjął zasadę umówienia na pierwszej wizycie wszystkich wizyt aż do końca ciąży.  Wizyty miałam ustawione co 4/5 tygodni,  w ostatnim miesiącu przerwa miała jedynie 3 tygodnie i na ostatniej wizycie ustalono mi jeszcze dodatkową na 39 tc.  Na każdej wizycie pobierano mi mocz i krew do badania,  ważono oraz wykonywano USG.

Około 30 tc lekarz zazwyczaj pyta czy ma się już jakiś pomysł na to,  w którym szpitalu chce się rodzić.  Po podjęciu decyzji,  lekarz prowadzący wysyła do szpitala zgłoszenie i od tego momentu szpital także kontaktuje się z pacjentem - wysyła formularz przyjęcia do szpitala,  listę rzeczy,  które należy ze sobą zabrać,  formularz zamówienia aktów urodzenia,  kartkę na której należy napisać imiona dziecka (obojga płci nawet jeśli płeć jest nam znana) oraz w moim przypadku folder reklamowy szpitala 😊

Szpitale mają ustalone godziny położnicze,  na które naprawdę warto się umówić.  Położna opowiada o samym porodzie,  odpowiada na nasze pytania,  zbiera listę życzeń i rozwiewa nasze wątpliwości.

W Szwajcarii zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie jedna rzecz,  która spotkała tak mnie jak i moją koleżankę. Mój pierwszy poród zakończył się nagłym, nieplanowanym  cesarskim cięciem (Kraków,  szpital im. Żeromskiego).  Przeżycie to było dla mnje tak wielką traumą,  że psychicznie zbierałam się kilka miesięcy.  Dlatego tym razem zależało mi na tym,  aby urodzić naturalnie.  Około 30 tc mój lekarz wysłał mnie na rezonans magnetyczny miednicy; powiedział,  że być może da nam to też odpowiedź na pytanie dlaczego pierwszy poród nie udał się tak,  jak to sobie zaplanowałam.  Wyniki pokazały,  że moja miednica jest w dwóch miejscach na tyle zwężona,  że jest mało możliwe,  aby glowa dziecka się przecisnęła.  Lekarz powiedział mi wprost,  że mogę próbować naturalnie,  ale na własne ryzyko i że on odmawia asystowania przy porodzie.  Po pierwszym szoku postanowiłam zaufać lekarzowi i podpisałam wszelkie zgody na zabieg.  Myślę,  że świadomość tego,  że nie mam wyboru i że od początku wiem jaki rodzaj porodu mnie czeka,  pozwoli mi uniknąć takiego zjazdu psychicznego jak 6 lat temu.

Lekarz ponownie przesłał do szpitala moje zgłoszenie i zarezerwował salę.  Sam szpital też zareagował natychmiastowo przesyłając mi zmienioną listę rzeczy,  które mam ze sobą zabrać  (np. zniknęły grube skarpety do porodu ;))

Mam jeszcze kilka rzeczy okołociążowych do opisania,  ale ponieważ nie lubię zbyt dlugich postów,  ten zakończę w tym miejscu.  Przy okazji,  życzyłabym sobie, żeby w Polsce lekarze tak odpowiedzialnie i  z troską podchodzili do życzeń pacjenta.

2 komentarze:

  1. Hej. Mam pytanko odnośnie Beta-HCG. Czy w Szwajcarii można pójść gdzieś do jakiegoś punktu i na własną rękę oddać krew do badania? Czy trzeba mieć jakieś skierowanie czy coś w tym stylu? Będę wdzięczna jak dasz mi znać jak to wygląda. Na wszelki wypadek podaję swój e-mail: agniecha2101@o2.pl
    Pozdtawiam i z góry dziękuję za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń